środa, 23 listopada 2016

Trebišov, Słowacja

Jak w Polsce jest, każdy widzi. Znaczy się jest jak w lesie, nie ma co się rozpisywać. Przejdę więc od razu do pierwszego zagranicznego miasta, w którym mieliśmy wątpliwą przyjemność nocować. TREBISOV. Znany też jako "Jebany Trebisov".
Z Trebisova prawdopodobnie nie da się wyjechać autostopem. Kilka godzin czekania tam na podwózkę było bezowocnych. Przypuszczam, że może to być spowodowane olbrzymim odsetkiem społeczności Romskich. Bóg mi świadkiem, takiego stężenia cyganerii nie uświadczyłem do tego momentu przez całe życie. Są to słowa dosyć znaczące, biorąc pod uwagę, że 3 lata nauki średnioszkolnej spędziłem w Legnicy.

W Trebisovie, oprócz przeszywającego wzroku lokalnej cygańskiej watahy, nie spotkało nas nic ciekawego. Co do noclegu, biorąc pod uwagę wszystko powyższe, sugeruję udanie się w możliwie najdalsze od zabudowań mieszkalnych miejsce. W Trebisovie znajdziemy na szczęście dworzec kolejowy, z którego za niewielką opłatą możemy wyruszyć do miasta graniczącego z Węgrami. Wystarczy trochę popytać, co jest ułatwione faktem, iż ze Słowakami bardzo łatwo jest się dogadać mówiąc po polsku. Oni rozumieją nas, a my rozumiemy ich i jest wówczas fajnie. Jeżeli szukacie przystanku, to słowo ZASTAWKA jest protipem. Ceny na Słowacji, są minimalnie większe niż u nas, gdyż obowiązują tam płatności w Eurasach.

O Słowacji ogółem nie jestem w stanie wiele powiedzieć, gdyż błyskawicznie udało nam się ją przemierzyć. Naszym oczom ukazała się taka troche gorsza Polska, z o wiele większą ilością cyganów. Nie skreślałbym tego kraju jednak. Możliwe, że znajdą się tam miejsca godne odwiedzin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz